niedziela, 11 października 2015

CÓRKA VICTORA H. - fragmenty książki.

                                        
                                                      Miejska Biblioteka Publiczna, Mikołów 2015




Córka Victora H.

Czego zabrakło jej w domu
pełnym książek i zapachów
francuskich sosów,
to dla nich jej ojciec odrywał się
od swoich fikcyjnych kobiet
i kostiumów, w których ratował
wszystkie tylko nie ją,
więc sama uciekła w fikcję,
by nakarmić swój głód
na rozgrzanych ulicach Halifaxu
i zamieniła się w kruka tylko po to,
by odnaleźć swego porucznika,
który nie chciał jej znać,
a gdy ją wreszcie minął
nie rozpoznała go wcale,
ponieważ  nie był kimś, kogo
warto by zapamiętać –
rzecz jest o namiętności,
która zamienia cię w Quasimodo,
nie o pagonach i gwiazdkach,
bo świat pełen jest poruczników,
którzy przechodzą do legend
nad ciałami bezimiennych kobiet
i każda ma swój Halifax
choć nigdy nie wiadomo,
czy lepiej późno niż wcale,
czy lepiej wcale niż późno



       Claudel

Jest czas migotania
skrzydeł i przedsionków
czas dobrego dotyku
i uważnych oczu
a gdy mija
jest czas kamienia
w którym ręka
szalonej rzeźbiarki
wykuwa nieznaną jej miłość
Jest czas gdy stoisz przy oknie
jak pacjent z katatonią
machasz niewidzialną ręką
wydajesz niesłyszalne krzyki
tracisz wzrok i zmysł nawigacji
aż w końcu rozbijasz się o szybę
choć nadal stoisz przy oknie
Jakby Claudel
narzuciła sukno
na niedokończoną rzeźbę
i odeszła na rok
lub na zawsze
Camille, odsłoń mnie



Eine Kleine Nachtmoment

Życie nie jest ukryte w słowach
które łamią się jak zapałki
w kieszeni dziewczynki
ani w ciszy którą
wybrukowano piekło
Życie ukryte jest w chwili
między tobą a mną
gdy trzymasz mnie tak mocno
jakbyś chciał ukoić niepokój
którego będziesz powodem
a muzyka sprzed początków Czasu
wchodzi w rezonans z nami
na styku śmiertelnych ciał
na chwilę czyli na zawsze



Chusta

Dziś tęskni za tobą ten kawałek
pomiędzy biodrem a brzuchem,
gdzie czasem przewiązuję chustę
jak cyganka lub kobieta przy żniwach;
ten pół-łuk podatny na łaskotanie
i twój język, co po nim wędruje
leniwie i coraz mocniej,
choć równie dobrze wystarczy
sama myśl o twoim policzku,
który przylega do skóry:
najpierw chłodzi, potem się wtapia,
a potem zaczyna parzyć,
wypalać kreski i zmarszczki,
przechodzi w nos i usta,
łaskocze brwią, rzęsami,
zostawia odcisk twarzy
na ciele jak na chuście
i każe co noc mu w tym miejscu
wyginać się jakby wiatr
unosił wciąż chustę na sznurze,
i  każe mi bielić go smutkiem
jak len, z którego tkam płótno
na chustę tylko dla ciebie




      Bambino


Wezmę cię w siebie
i schowam
jak kiedyś
między gałęziami kasztana
puszkę po herbacie
pełną zielonych szkiełek
i nitek Ariadny
karteczek z zaklęciami
na miłość co patrzy
na nas z najwyższej gałęzi
i dłużej niż drzewo trwa

Weź mnie pod siebie
i schowaj
jak kiedyś
zielone od patyny
miedziaki do cymbergaja
lub procę własnej roboty
z której wystrzelisz
moim najlepszym szkiełkiem
temu Cyklopowi – światu
prosto w oko
a ja zliżę z ciebie brudy świata
jak niby-czekoladę
by dojść do smaku pestki
którym kończyły się kiedyś
lody bambino 



Cafe Kattowitz  

Tylko z tobą mogę tam iść
pierwszy raz
i wspiąć się na palce, by zajrzeć
w menu na kontuarze
Tylko z tobą tam najem się pączków,
żebyś mógł wycierać mi dżem
z palców powoli, dokładnie
Tylko z tobą wypiję tam kawę,
co pachnie dalekim krajem,
a gdy będziesz patrzył mi w oczy
udam, że ręka drży tylko
z powodu porcelany
tak kruchej jak ta chwila,
gdy w złotym ekspresie do kawy
odbiją się nasze twarze
tak blisko siebie jak nigdy
i z nikim przedtem i potem
… choć trafisz tu jeszcze sto razy,
by zajrzeć w menu na kontuarze,
zjeść pączka, wytrzeć dżem z palców
i zawsze od niechcenia
spojrzeć w złoty ekspres do kawy



  Fiśla

Tam musiał ktoś jeszcze być
w tej małej knajpce na strychu
w chwili gdy stoimy przy oknie
z widokiem na senne miasteczko
a ty mnie wtulasz w siebie
jak w płaszcz z futrzaną podpinką
ten na zimę z szafy na strychu
i trzymasz mnie tak jak trzeba
do końca czasu i dalej
a ja nie wiem że jest tam jeszcze
czyjaś ręka bo przecież nie twoja
która ostrze wsuwa tak sprytnie
że dopiero po wielu tygodniach
widzę plamę rosnącą na swetrze
więc najszybciej jak tylko mogę
odcinam dopływ czasu
by zatamować krwawienie
i zostać już na zawsze
przy oknie w tej knajpce na strychu
z widokiem na senne miasteczko



Na gałęzi

Tu wszystkie chwile
zlewają się w jedną;
nawet te, co znaczyły wszystko
dla ciebie, a nic dla niego

Świat kusi z daleka brueghelami,
na których maleńkie auta
suną wśród pól rzepaku, 
aż zlewają się w srebrną linię
i ginie w niej nawet to,
z którego cię rozsypano
na wszystkie strony świata

Tu można gwizdać do woli,
używać łez i gardła
aż do pierwszego śmiechu,
myśleć w dowolnym języku,
być up, out i away,
wiedzieć, że bogactwo lub bieda
to tylko stan umysłu
jak miłość i inne używki,
po których boli głowa,
a chwile zlewają się w jedną
i z czasem stają się brueghelami

Poddajesz się więc jesteś
- spokojna jak sen jaskółki
przez chwilę, która nie znaczy
nic dla ciebie,
a wszystko dla niej




          Squat


      Jeżeli skoczę, spadnę prosto do Nieba.
                                      (Horacio Oliveira)

Uciekły ze mnie wszystkie szczury
i odleciały gołębie
z okien wypadli ostatni samobójcy
przez dziury w dachu było widać
niebo które mi obiecałeś
Ale czekanie było dłuższe niż życie
Groziłam zawaleniem
zaczęłam się kruszyć i osuwać
pękały we mnie szyby
wiatr hulał w każdym kącie
aż w końcu się zapadłam
jak sprawnie wysadzony wieżowiec
Teraz tam jest chodnik
czasem po nim idziesz
dzieci rysują na nim kredą
grają w klasy
i tylko one
mogą wskoczyć
do Nieba



  Więźba

Więźba doskonalsza niż więź
Ginewry z Lancelotem
czeka w wieży pachnącej kurzem
i siedemsetletnim drewnem
Smugi tną mrok w ściśle
określonych miejscach
z precyzją Excalibura
Trafiają w czułe punkty
których nie wolno odsłaniać
jeśli zamierza się wygrać
pojedynek na małą śmierć
i wielkie słowa 
a potem przetrwać w balladzie
o śniegach co znikają
szybciej niż złudzenia
i więźba doskonalsza niż więź





Równanie

Nie wychodź bez pożegnania
jakby mnie wcale nie było
bo wpadnę ci w sny i pod auto
tylko po to byś podał mi dłoń
Z komnaty z kuchni z miłości
bez uścisku się nie wychodzi
choćby miał czułość imadła
w ciszy o smaku popiołu
z wypalanych na wiosnę łąk

Ilość powitań być musi
równa ilości pożegnań

Tylko wtedy może przyjść noc
i sen w który nadal mi wpadasz
by żegnać się ze mną bez końca
Tylko wtedy może przyjść dzień
w którym się żegnasz by wrócić
zamiast wychodzić bez słowa
jakby mnie wcale nie było
w ciszy o smaku popiołu
z wypalanych na wiosnę łąk



Strzała

Trajektoria ma iść prosto jak strzała:
żadnych pętli, korkociągów i beczek
Unikać metafor i znaków -
są gorsze niż kiepska wróżba,
zwłaszcza te własnej roboty
Jak teksty to banalne,
jak obiad to ziemniaki z maślanką,
jak wieczór to bez pudru i bez tych,
którym się nie opłacasz
Wystarczy uprościć słownictwo,
wtedy wraca sens rozmów
Wystarczy wstać i iść,
wtedy wraca balans
Wystarczy wyjąć strzałę,
wtedy wraca oddech




      Nitro

Biorę cię pod język
jak ostatnią tabletkę
nitrogliceryny
Przeszukuję
połacie skóry
piędź po piędzi
tam gdzie zasieki
miny i przejścia brak
W pewnych miejscach
przywieram do
lodowej skorupy
zostają tam kawałki mnie
Piszę na twojej skórze
wyznania językiem
czulszym niż palce
Rozpuszczasz się powoli
oddycham
jeszcze raz
w nieskończoność
i zawsze od nowa



Nie wytrzymam
 

Nie wytrzymam z tobą
obiecuję
Wytrzymać znaczy
nosić miłość jak Szerpa
czuć ciężar nie zachwyt
troskę nie zapał
ofiarę nie ogień
Wytrzymać znaczy
ob.-nosić zasępione czoło
do-nosić na ciebie
rodzinie i sąsiadom
za-nosić modły
i przy-nosić rady
u-nosić się raz po raz
w słusznym gniewie
co przesłania widok
A ja chcę ciebie widzieć
codziennie i wyraźnie
przykładać głowę
z każdej strony ciała
i słuchać dopóki jest
Mieć pewność
że i ty mnie widzisz
bez retuszu
Obiecaj
że nie wytrzymasz
ani chwili ze mną
Obiecaj
że nie zniesiesz
ani chwili
bez mego widoku



Vincent

To nie powinna być ręka,
bo czym podpiszesz cyrograf;
ani noga, bo jak dojdziesz do siebie,
ani oko, bo postacie będą
jeszcze bardziej za mgłą -
van Gogh był genialny,
gdy odciął sobie ucho;
mógł wciąż dotykać płócien,
czuć wzajemność krzeseł,
śledzić kruki nad polem -
ucho, tak, to wystarczy,
by poczuć ból inny
niż ten co zamienia
każdy ogród  w czarny
i wciąż każe przymierzać
rękę do brzytwy, do noża
byle poczuć cokolwiek innego,
byle słyszeć spokojny głos:
dużo spać, oddychać, nie myśleć,
unikać źródła bólu
przez najbliższe trzy życia
lub  nie odradzać się przez siedem
jeśli nim jesteś ty



Bastet

To się nie skończy tak szybko
odkąd zostałeś bogiem
i wziąłeś jej duszę na smycz,
a potem popełniałeś
już tylko błąd za błędem,
brałeś za włos i za oddech,
wklejałeś ją w siebie bez końca
aż stała się naskalnym
freskiem w twojej jaskini
zapomnianych snów,
gdzie musi teraz przetrwać
połowiczny rozpad
i echo po tobie

To się nie skończy tak szybko
odkąd co noc wisi nad nią
twarz szakala-mężczyzny,
a kot o oczach dziecka
przygląda się z półki
i dzwoni drewnianym
sercem na smyczy,
choć pewnie tu trafił
ze sklepu na rogu
lub z innych rąk,
nie z Memfis

Tego się nie da odwołać
jak wykład w Akademii,
do której nie wejdzie ten,
kto nie zna geometrii
i nie wie, że patrzy się w oczy
z tego samego poziomu,
bo symetria nie boli, a koi
i czas już przestać być bogiem

Tylko wtedy chłód znika z kości
rozsypanych w kącie jaskini,
wraca oddech, światło i ufność,
że to się wreszcie skończy,
że da się żyć po rozpadzie,
bo i tak się umiera co chwilę,
a miłość i śmierć to mit
jak mężczyzna z głową szakala



Detoks


To tylko wiersz
zwykłe wydalanie
toksyn  z organizmu
Pomaga wieczorami
gdy boli mnie
twój żołądek
pęka twoja głowa
i urywa się twój film
ze mną w roli głównej

To tylko wiersz
czasowy regulator
nadmiaru endorfin
i nadziei na oszukanie
wiecznego głodu
twoim dotykiem

To tylko wiersz
przeskok iskry
na niewłaściwą synapsę
o jedną w lewo wyszedłby
przepis na szarlotkę
o jedną w prawo
twierdzenie Talesa

Tymczasem to znowu
tylko wiersz –
zawór bezpieczeństwa
dla tych którzy
za wszelką cenę
chcą codziennie
umierać z miłości



   Tokio

Tam wiedzą od razu
jak nazwać twoją przypadłość
i wyjść dyskretnie na palcach
-  takotsubo
Tam uczą że cierpienie
to tylko forma spektaklu
który gra się przy pustej widowni
- 
Tam poślą cię do ogrodu
i dadzą do ręki wachlarz
żeby zasłonić wstyd
-  sensu
Tam cię uszczelnią złotem
i skleją filozofią wszystko
co stłukłaś po drodze
-  kintsugi
Tam zrobią ci mapę dźwięków
których nie wolno wydać
szeptem ani krzykiem
- bushidō
Tam wciąż sadzą drzewa wiśni
i milczą gdy mija ich biel
cała z prochów zmarłych i snów
-  hanami